ślub i wesele w czasach pandemii

22 maja 2021

Dziś zapraszam Was na garść wspomnień związanych z niezapomnianym ślubem, którego niespodziewane zwroty akcji zaskakiwały raz po raz nawet mnie – doświadczoną wedding plannerkę. Zupełnie jak w scenariuszu jakiegoś filmu… Ale to nie był film, a ja byłam częścią tych wydarzeń, z czego niezmiernie się cieszę. To jeden z tych ślubów, który na długo (jeśli nie nie zawsze) zostanie w mojej pamięci. 

Wiktoria & Paweł: 26.09.2020 

Przygotowania do ślubu

„Każda Wedding Plannerka w dniu swojego ślubu potrzebuje swojego anioła stróża… naszym była Karolina”- takimi pięknymi słowami rozpoczyna się rekomendacja, którą dostałam od wrześniowej Pary: Wiktorii & Pawła.

Poznaliśmy się telefonicznie, a spotkaliśmy osobiście dokładnie na rok przed planowanym ślubem, bo 26.09.2019 na Sardynii, gdzie wspólnie obejrzeliśmy wcześniej wytypowane przeze mnie miejsca pobytu dla Pary i jej gości.

Miejsce miało ogromne znaczenie, bo goście planowali tam swój odpoczynek, a Para przyjęcie! Wybór padł na willę położoną na wzgórzu, z bajecznym widokiem.

Para zaplanowała ślub konkordatowy, który odbył się w malowniczej sardyńskiej wiosce, w kościółku z udziałem polskiego księdza, który był przyjacielem Państwa Młodych i przybył z nimi na wyspę. Ksiądz zgodził się na przewodniczenie mszy i udzielenie im sakramentu.

Pierwsze trudności

W trakcie naszej rocznej współpracy wymieniliśmy się dziesiątkami maili i wielokrotnie rozmawialiśmy, ustalając wszystkie szczegóły.

Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, bo zazwyczaj tak właśnie wygląda współpraca na linii Para – Wedding Planner, ten ślub jednak został zaplanowany i zorganizowany w czasach pandemii koronawirusa. Plany mojej Pary kilkukrotnie musiały zostać zmienione, by na samym finiszu, zaledwie na tydzień przed datą ślubu dowiedzieć się, że Gubernator Sardynii wydał rozporządzenie o obowiązkowych negatywnych testach dla wszystkich wjeżdżających na teren wyspy.

Co to oznaczało? Dla młodej Pary i ich gości – stres, zaś dla mnie szybkie przygotowywanie Planu B, na wypadek gdybyśmy ja lub ktoś z gości albo zatrudnionych podwykonawców z powodu testów, nie mogli dotrzeć na czas.

Szczęśliwie po czterech dniach dekret anulowano i obyło się bez testów (które należało wykonać na 48 godzin przed wylotem). Jedynym wymogiem była rejestracja online w serwisie sardegna sicura. Dla każdego przybywającego na wyspę, system generował kod, który mógł, ale nie musiał zostać sprawdzony na lotnisku.

Nadmienię tylko, że część gości nie leciała bezpośrednio z Polski, lecz z Niemiec…. Zatem wszyscy uzbrojeni w dokumenty, maseczki i dobre nastroje wyruszyliśmy na magiczną wyspę. Zanim to jednak nastąpiło, moja Para dwukrotnie przechodziła przez stres związany z automatycznym anulowaniem lotów dla niej i jej gości z powodu pandemii. Za każdym razem wiązało się to z długim oczekiwaniem na zwrot kosztów i ponownym wyszukiwaniem lotów.

Milion formalności, czyli ja w swoim żywiole

Był nawet taki moment, że rozważaliśmy przełożenie ślubu na rok 2021. Nie wynikało to z niemocy, ale raczej z niepewności sytuacji, która zmieniała się z tygodnia na tydzień i nikt do końca nie mógł przewidzieć, czy granice nie zostaną zamknięte lub loty odwołane.

Szczęśliwie wszystko odbyło się zgodnie z planem i życzeniem Pary Młodej.

Para powierzyła mi nie tylko organizację ślubu od strony formalnej, co przy ślubie konkordatowym jest dość wymagającym zadaniem (jako wedding planner reprezentuję Parę przed organami cywilnym i kościelnymi Włoch), ale też m.in. typowanie oprawy muzycznej ślubu, cateringu do willi itd. Na kilka tygodni przed ślubem, na wyspę wysłana została paczka z suknią Pani Młodej i tam czekała na swój big day.

Muszę teraz wspomnieć też o bardzo ważnej kwestii – moja Panna Młoda jest również wedding plannerką. Miałam więc wysoko postawioną poprzeczkę, bo organizować ślub i przyjęcie dla wedding plannera, to wyzwanie. Ale ogromną zaletą takiej sytuacji jest też to, że tylko inny wedding planner ma pełną świadomość, jak wygląda cały proces organizacyjny ślubu i wesela, z czym to się wiąże i ile jest zmiennych.

Ślub marzeń

Moja Para marzyła o pięknej, kameralnej ceremonii w sardyńskim kościółku i taki też ślub mieli – z piękną oprawą muzyczną po włosku, mszą w języku polskim. Dodatkowo cała uroczystość była transmitowana na żywo na kanałach parafii, zatem wszyscy Ci, którzy nie mogli być fizycznie z Parą Młodą, oglądali ich ślub w czasie rzeczywistym 🙂

Marzeniem Wiktorii i Pawła było przyjęcie plenerowe, a willa, którą wybraliśmy była do tego stworzona: przestronna, by nie powiedzieć ogromna, położona w otoczeniu przepięknej roślinności, z basenem, ogrodem, tarasem i zapierającym dech w piersi widokiem.

Para miała zatem idealne miejsce na wesele i wypoczynek z rodziną przyjaciółmi.

Czy mogło się zatem wydarzyć coś, co te plany i misterne przygotowania mogło zniweczyć?

Maestrale

Jeszcze w czwartek nic tego nie zapowiadało. Rano zaplanowałam spotkanie w USC, gdzie dopełniliśmy formalności niezbędnych przy ślubie konkordatowym dla obywateli spoza Italii. Potrzebne były tłumaczenia ustne deklaracji i wszelkie podpisy. A potem udaliśmy się na spotkanie w parafii z księdzem. Tam odbyła się próba ślubna, rozmowy i ostateczne ustalenia.

Na koniec pojechaliśmy na spotkanie do restauracji, skąd zamawiany był catering. Wtedy właśnie otrzymaliśmy pierwszy sygnał od właścicielki restauracji, że ma nastąpić załamanie pogody w całych Włoszech, także na Sardynii, na której miał wiać maestrale, czyli silny, porywisty wiatr…

Czwartkowe spotkania były już za nami, a Para miała piątek wyłącznie dla siebie i swoich gości, by w sobotę od rana mieć siły na przygotowania do ślubu.

Przyjęcie weselne pod znakiem zapytania

Przygotowania przedślubne odbywały się w wilii. Makijaż i fryzura zarówno do ślubu, jak i sesji plenerowej zostały wykonane przez współpracującą z nami wizażystkę i trzeba przyznać, że efekty były imponujące. Ja w tym czasie od samego rana byłam z Parą w willi, by potem udać się już do kościoła i dopilnować reszty.

Już od rana wiało i ten wiatr narastał z godziny na godzinę. 

Ceremonia ślubu była wzruszająca i tuż po, wszyscy zostali jeszcze na placu przy kościele, by złożyć życzenia i wykonać pamiątkowe zdjęcia. A Ja wraz z żoną świadka ruszyłam w kierunku willi, ponieważ musiałam tam dotrzeć odpowiednio wcześniej.

Willa była oddalona od kościoła o ok. 65 km, więc już w drodze czułyśmy, jak wiatr się wzmaga, a telefon od firmy cateringowej, która działała już na miejscu w czasie, gdy trwał ślub, był niepokojący.

Okazało się, że na wzgórzu wiatr był tak dokuczliwy, że skrupulatnie przygotowane stoły, dekoracje, kwiaty, słowem wszystko fruwało i przewracało się…. Trzeba było podjąć decyzję, co robimy, ponieważ kolacja na tarasie przy basenie przy takim wietrze nie mogła się odbyć…. Wiedziałam, jak bardzo zależy mojej Parze na biesiadowaniu na zewnątrz, w plenerze. Niespiesznie smakowałam wyśmienitych sardyńskich potraw i wiedziałam, że opcja przeniesienia wszystkiego do wnętrza willi nie wchodzi w grę. Decyzja padła na ogród piętro niżej, gdzie wiało trochę mniej. I tak zostały przeniesione wszystkie dekoracje, stoły i krzesła, a catering swobodnie rozlokował się w pobliskiej kuchni i bez przeszkód mógł pracować i serwować dania gościom.

Nie wspomniałam tylko o jednym – cała akcja przeniesienia przyjęcia trwała niespełna godzinę! Dokładnie tyle czasu mieliśmy na zaaranżowanie wszystkiego przed przyjazdem Pary i gości. Oczywiście nie byłabym w stanie zrobić tego samodzielnie. Nieocenioną pomoc zawdzięczam żonie świadka, która włożyła w to ogromne zaangażowanie, pomogła nam też ekipa firmy cateringowej i przybyli do willi przed Parą Młodą goście.

Wszystko dobre, co się dobrze kończy

Wszyscy przybyli na miejsce zasiedli do przygotowanego stołu, a ekipa foto-wideo była w swoim żywiole.

Świętowanie trwało do późna, a ja spotkałam się z Parą nazajutrz na sesji foto, gdzie we wcześniej wybranych miejscach wraz z ekipą foto spędziliśmy całe popołudnie na zdjęciach. A ja nie tylko wybrałam się, aby towarzyszyć swojej Parze i ekipie foto – video, ale nosiłam też wszystko to, bez czego sesja nie może się odbyć: buty, kapelusze, poduszki, koce, swetry itd.

Myślę, że zarówno Para, jak i goście zapamiętają ten wyjątkowy ślub, nie tylko ze względu na wspaniałą atmosferę, piękne miejsce i emocje, dobre jedzenie, widoki, słońce, ale też ze względu na nagły sardyński wiatr, który wiał niemiłosiernie w dniu ślubu, ale który według mnie nadał niesamowitego charakteru całej uroczystości. Przyznaję, że przez ponad 10 lat odwiedzania wyspy, nigdy nie widziałam takiego wiatru we wrześniu na Sardynii, dlatego zapamiętam ten szczególny dzień także ze względu na to.

    Leave a comment

Total: